CPO vs CAC — dlaczego tani koszt zamówienia nie oznacza taniego pozyskania klienta

Czas czytania:

4 min
Koszt zamówienia (CPO) i koszt pozyskania klienta (CAC) to dwie różne liczby — a większość sklepów zna tylko pierwszą. Którą optymalizuje Twój marketing?

Spis treści:

To są prawdziwe liczby z panelu, który analizowałem: 41 tysięcy złotych miesięcznego wydatku, 11 zamówień, dwóch — słownie: dwóch — nowych klientów. W raporcie platformy ten kanał „budował zasięg i wspierał sprzedaż”. W rzeczywistości był najdroższym sposobem pozyskania klienta, jaki widziałem w karierze: ponad 20 tysięcy złotych za osobę. Nikt tego nie zauważył przez wiele miesięcy — bo nikt nie rozdzielał zamówień od nowych klientów.

CPO (Cost per Order) to koszt reklamowy przypadający na jedno zamówienie — dowolne zamówienie, od dowolnego klienta. CAC (Customer Acquisition Cost) to koszt przypadający wyłącznie na pozyskanie nowego klienta. Oznacza to, że kanał sprzedający głównie istniejącej bazie może mieć znakomity CPO i katastrofalny CAC jednocześnie — bo generuje dużo tanich zamówień, ale prawie nie powiększa grona klientów.

To rozróżnienie brzmi jak niuans księgowy. Nie jest nim. To granica między marketingiem, który buduje firmę, a marketingiem, który ją tylko obsługuje — i większość raportów tej granicy nie pokazuje. GA4 nie rozdzieli tego dobrze; panele reklamowe nie rozdzielą tego wcale. Potrzebna jest warstwa, która wie, czy kupujący jest w bazie po raz pierwszy.

Bo sprzedawanie istniejącym klientom jest strukturalnie tanie. Klient zna markę, ufa jej, często sam jej szuka — wystarczy stanąć mu na drodze z reklamą, żeby „wygenerować konwersję”. Retargeting, kampanie brandowe, częściowo e-mail liczony jako performance: wszystkie te kanały żyją głównie z bazy i wszystkie pokazują piękne koszty zamówienia.

Problem w tym, że w raportach ta sprzedaż nosi kostium akwizycji. Budżet „na pozyskanie klientów” w praktyce w dużej części finansuje domykanie zakupów ludzi, którzy już byli klientami — a prawdziwa akwizycja, ta droga i trudna, dostaje resztki i nazwę „kanał nierentowny”.

Trzy typowe przypadki, które sprawdzam w każdym audycie:

  1. Retargeting — z definicji dotyka ludzi już znających markę; jego „konwersje” to niemal w całości baza lub ruch pozyskany przez inne kanały.
  2. Brand search — klient wpisujący nazwę Twojej marki już został pozyskany; kampania brandowa go domyka (czasem zasadnie, czasem płaci za ruch, który przyszedłby organicznie).
  3. E-mail i SMS liczone jako performance — najtańsze zamówienia w firmie, ale niemal zerowa akwizycja; ich siła jest w retencji i to tam powinny być mierzone.

Żaden z tych kanałów nie jest „zły” — każdy ma swoją rolę. Złe jest tylko jedno: ocenianie ich metryką akwizycyjną, do której nie kandydują. Jak rozdzielić budżet akwizycyjny od retencyjnego i jakie metryki przypisać każdemu — to już projekt na konkretnej strukturze kanałów, nie uniwersalny szablon (aby dowiedzieć się więcej o rentowności akwizycji, przeczytaj o wskaźniku LTV:CAC i payback period).

Firma wchodzi w tryb, który nazywam monetyzacją przeszłości. Sprzedaż trzyma poziom, koszty zamówienia wyglądają zdrowo, wszystkie raporty uspokajają. Tymczasem licznik, od którego zależy przyszłość — liczba nowych klientów wchodzących do bazy — spada z kwartału na kwartał, niewidoczny w żadnym standardowym zestawieniu.

Ten tryb działa dokładnie tak długo, jak długo starcza bazy. Potem krzywa sprzedaży zaczyna podążać za krzywą akwizycji sprzed 12–18 miesięcy — i wtedy jest już bardzo drogo cokolwiek naprawiać.

Rozdzielenie CPO od CAC per kanał to jeden widok w dobrej analityce — i jedno z pierwszych zestawień, które wyciągam z panelu klienta. Umów rozmowę diagnostyczną (45 min, bezpłatnie): sprawdzimy, ile z Twojego budżetu „akwizycyjnego” naprawdę pozyskuje klientów, a ile obsługuje tych, których już masz.

CAC = wydatek marketingowy podzielony przez liczbę nowych klientów (nie zamówień) pozyskanych w danym okresie. Warto liczyć go zarówno blended (całość firmy), jak i per kanał — pod warunkiem, że analityka odróżnia klienta nowego od powracającego.

W przeważającej części nie — retargeting dociera do osób, które markę już znają, więc domyka pracę innych kanałów. Powinien być oceniany po koszcie domknięcia i inkrementalności, nie po CAC.

Taki, który zwraca się w akceptowalnym czasie z wartości klienta — dlatego CAC ocenia się zawsze w parze z LTV (wskaźnik LTV:CAC) i długością paybacku, a nie jako samodzielną liczbę.

MATEUSZ MAKULEC

Od 20 lat buduję e-commerce w polskiej branży beauty — od performance marketingu po P&L. Od ponad 3 lat pracuję na zaawansowanej atrybucji Sublime, jako jedna z pierwszych firm w branży, łącznie z customowymi modelami atrybucji. Pomagam właścicielom sklepów zamieniać dane na decyzje.

MATEUSZ MAKULEC

Od 20 lat buduję e-commerce w polskiej branży beauty — od performance marketingu po P&L. Od ponad 3 lat pracuję na zaawansowanej atrybucji Sublime, jako jedna z pierwszych firm w branży, łącznie z customowymi modelami atrybucji. Pomagam właścicielom sklepów zamieniać dane na decyzje.

Więcej artykułów